Bezdenna głupota parafraz – angielski rozszerzony

Oj, po dosyć długiej przerwie wracamy do analizowania szkoły, bo głupoty i absurdów znalazłem od groma.

Dzisiaj skupimy się na idiotycznej formule matur. Bezdennie głupiej.

Parafrazy – język angielski

Egzamin rozszerzony z języka angielskiego, który jest najchętniej, co jasne, językiem dodatkowym w Polsce zaczyna się od takiej części co to się “parafrazy” nazywa. Wiecie, nie mam zamiaru już się znęcać nad sensownością tego typu rzeczy. Przecież w języku angielskim to potrzebne jak świni kamizelka. No dobra, ale co ja tam wiem. Niech będzie.

A więc na czym polegają parafrazy?

Najpierw podają nam zdanie.

Potem proszą o napisanie zdania o tym samym znaczeniu, tylko, że… inaczej. Z użyciem jakiegoś tam wymyślonego przez nich słowa.

Praktyka pokazuje, że najlepiej odnajdują się w tym osoby, które wkuwają te regułki przed maturami. Są jakieś ustalone reguły, niczym w matematycznym świecie i w ten sposób można skutecznie zdać tę część.

parafrazy
a autorzy takich podręczników się cieszą…

Gorzej jak ktoś wykaże więcej myślenia, znajomość bardziej rozbudowanych struktur, bądź O ZGROZO (!) użyje amerykańskiego angielskiego. Takiego to zabić, rozszarpać, zniszczyć. Taki straci punkt. I to nie są moje wymysły. Nauczycielka angielskiego, egzaminatorka skarży się, że nie raz uznałaby dobrze zrobioną parafrazę, ale niestety, OKE mówi, że źle, bo nie ma w kluczu. Więc źle.

Moja przyjaciółka – osoba, która po angielsku rozmawia codziennie w domu, z Wielkiej Brytanii przyleciała do Polski w wieku kilkunastu lat, generalnie lepiej zna angielski niż polski zdała na 96 %. Przez co? Oczywiście, parafrazy…

Przetestowałem też inną znajomą ze Stanów, która ma ten przywilej studiowania i życia w USA (ale biegle mówi w j. polskim – rodzina z Polski). Dałem jej parafrazę – zrobiła. Fajnie, fajnie, każdy jej znajomy ze studiów by ją zrozumiał. A OKE punktu by nie dało…

To jest tak głupie, tak bulwersujące, że po prostu mnie to mierzi. Wiem, że maturzysta musi wkuwać to dziadostwo z jakichś głupich książek zamiast zająć się uczyć NAPRAWDĘ angielskiego. Co za absurd!

Leave a Response

*